Pomimo grasującego na świecie wirusa, rok 2020 był dla nas bardzo obfity w aktywne podróżowanie. Zaczęliśmy spędzać zdecydowanie więcej czasu otoczeni naturą i zauważać rzeczy, które do tej pory były dla nas oczywiste. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że życie w terenie bardzo nam odpowiada. Zobaczyliśmy spory kawałek naszego pięknego kraju i przeżyliśmy wiele podróżniczych pierwszych razów. Mam nadzieję, że nasze podsumowanie będzie dla Was inspiracją i motywacją do tego, że mimo przeciwności losu można zdziałać naprawdę wiele!
Polecieliśmy na Wyspy Kanaryjskie.
Tydzień ferii zimowych w styczniu spędziliśmy na ukochanych Wyspach Kanaryjskich. Polecieliśmy na Fuerteventure, która okazała się być tajemniczą, piękną i różnorodną wyspą. Zima na Kanarach to taka nasza coroczna tradycja. Po Nowym Roku mieliśmy wylecieć na wyspy po raz 5… tym razem się nie uda, ale wierzę, że nadrobimy to jak najszybciej!
Przejechaliśmy tysiące kilometrów na rowerze.
Wyjazdem, który wzbudził w nas wszystkie możliwe emocje i który zapamiętamy do końca życia była rowerowa pielgrzymka po Polsce. Przejechaliśmy prawie 3 tysiące kilometrów w 4 tygodnie. Nie dokręciliśmy do końca, ponieważ w planach był jeszcze tysiąc. Jednak z powodu mojej choroby musieliśmy z Poznania wrócić do domu. Mimo tego z bagażami w sakwach przejechaliśmy ten szalony dystans oglądając z dwóch kółek Polskę od: Żywca, przez Bieszczady, Podlasie, Mazury, Morze Bałtyckie, Bory Tucholskie aż do Poznania. Dalej nie do końca dociera do nas, że to się udało 😉 my nigdy wcześniej nie braliśmy udziału w wyprawach rowerowych dłuższych niż jeden dzień, a jeszcze rok temu przejechanie dystansu 100 km było dla nas nie lada wyczynem.
Wybraliśmy się na pierwsze, wspólne wakacje pod namiotem.
Na czerwcowy długi weekend pojechaliśmy z rowerami i namiotem nad morze. Życie w naturze bardzo się nam spodobało! Spanie pod namiotem i biwakowanie w bliskości z naturą to coś niezwykłego. W takich warunkach najłatwiej jest oderwać się od rzeczywistości, odłożyć telefon, nie ma dostępu do tych wszystkich rozpraszaczy, jednym słowiem inny, prostszy, ale znacznie lepszy świat.
Uciekliśmy w Bieszczady.
O Bieszczadach marzyliśmy od dawna i to właśnie 2020 sprawił, że ruszyliśmy na bieszczadzkie szlaki aż dwa razy. Pierwszy raz, ze znajomymi w maju, a drugi raz w trakcie wyjazdu rowerowego. Bieszczady zauroczyły nas sielskim klimatem i niesamowitą zielenią.
Zaatakowaliśmy Beskidy.
Mijający rok był najbardziej aktywnym pod względem pieszych wędrówek rokiem w naszym życiu. Tak się składa, że jesteśmy otoczeni Beskidami z każdej strony. W związku z tym przez cały rok, eksplorowaliśmy Beskid Żywiecki, Śląski i Mały. Po raz pierwszy pojechaliśmy również w Beskid Wyspowy i zdobyliśmy jego najwyższy szczyt Mogielicę. Padło też rekordowe 40 km pieszo po górach jednego dnia.
Po raz pierwszy wędrowaliśmy po Gorcach.
Gorce, Gorczański Park Narodowy.. ile ja się naoglądałam zdjęć i panoram Tatr robionych w tych górach. Musiała przyjść pandemia żebyśmy w końcu w Gorce pojechali. Było pięknie 🙂
Wędrowaliśmy po Tatrach latem i po raz pierwszy zimą.
W Tatry jeździmy każdego roku, ale to właśnie w 2020 bywaliśmy tam zdecydowanie najczęściej. Sami, z rodzicami i ze znajomymi wędrowaliśmy podziwiając niesamowite widoki i doceniając piękno polskiej przyrody. Naszym tegorocznym odkryciem jest też zima w górach i raczki, które umożliwiają spacery po śniegu i lodzie. Nie dalej, jak dwa tygodnie temu, po raz pierwszy w życiu zdobyliśmy Czerwone Wierchy (ponad 2000 m n.p.m) zimą!
Odkryliśmy fenomenalną trasę rowerową.
Odkryliśmy przepiękną trasę rowerową dookoła Jeziora Czorsztyńskiego na której temat powstał odrębny artykuł.
Zdobyliśmy najwyższy szczyt Pienin.
Byliśmy też w Pieninach i zdobyliśmy ich najwyższy szczyt należący do Korony Gór Polski czyli Wysoką znaną także pod nazwą Wysokie Skałki (1050 m n.p.m.).
Spędziliśmy weekend w Górach Stołowych.
Tak się złożyło, że przez kilka tygodni kończyłam pracę o 13:00 w piątki. Dzięki temu pakowaliśmy z Patrykiem walizki i od razu po wyjściu ze szkoły ruszali w Polskę. Pakowali to może za dużo powiedziane, Patryk wrzucał rano wszystko do samochodu po czym zgarniał mnie z pracy. Tym sposobem wybraliśmy się w Góry Stołowe, gdzie przez 1,5 dnia udało się nam zobaczyć ogrom niezwykłych atrakcji. Polecamy Wam to miejsce!
Szaleliśmy w Energylandii.
W czerwcu świętowaliśmy 4 rocznicę ślubu. Wsiedliśmy rano do samochodu z zamiarem wizyty w Krakowie i pobliskich miejscowościach. Po drodze jednak, na horyzoncie ukazała się nam Energylandia- myślę, że nie muszę przedstawiać tego popularnego parku rozrywki. Spontanicznie zmieniliśmy plany i spędziliśmy w Zatorze szalony dzień. Chyba nie ma lepszego miejsca na wyładowanie emocji. Ja na każdej kolejce górskiej darłam się wniebogłosy, ale chętnie powtórzę to doświadczenie w przyszłości.
Skompletowaliśmy niezbędny do wycieczek rowerowych i biwakowania sprzęt.
Zakup rowerów trekkingowych, sakw, ciuchów rowerowych, bagażnika, namiotu, śpiworów, materacu itd. szarpnął nas po kieszeni. Żeby skompletować cały sprzęt wydaliśmy kilka tysięcy złotych. Gdyby można było wyjeżdżać za granicę, ciężko byłoby nam zainwestować tyle pieniędzy w wyposażenie. Teraz mamy praktycznie wszystko co potrzebne jest do organizacji podobnych wyjazdów kiedy tylko przyjdzie wiosna.
Obserwowaliśmy przyrodę, która po zimie budziła się do życia.
Przez codzienne wiosenne spacery, zaobserwowaliśmy jak z dnia na dzień i tygodnia na tydzień zmieniała się przyroda. Kto by tam wcześniej przyglądał się pąkom na drzewach czy godzinie w jakiej rano robi się jasno. Przez cały poprzedni rok z fascynacją i uwagą przyglądaliśmy się otaczającej nas rzeczywistości.
Wydaliśmy bajkę!
Latem premierę miała nasza bajka poruszająca temat świadomego podróżowania i wykorzystywania zwierząt w celach turystycznych. Historię o koniu Kacprze możecie przeczytać tutaj!
Dokończyliśmy nasze miejsce na ziemi.
W tym roku ostatecznie dokończyliśmy pracę związane z naszym domkiem. Mieszkamy tu co prawda już ponad 1,5 roku, ale wiecie w domu zawsze jest coś do roboty. W tym roku padło na elewację, podbitkę i barierki na balkonie. Przydałby się jeszcze taras.. no ale to w swoim czasie. Dlaczego pisze o tym w podróżniczym podsumowaniu roku? A no dlatego, że to nasze miejsce na ziemi do którego przyjemnie jest wracać po wszystkich małych i dużych podróżach. Co więcej mamy tu taki fajny pokój do którego możemy zapraszać innych zakręconych na punkcie podróżowania ludzi!
Poznaliśmy ludzi kochających podróże.
W tym roku nawiązaliśmy sporo nowych znajomości 🙂 otaczamy się ludźmi, którzy mają podobne pasje, podróżnicze marzenia i niezwykłe historię, których można słuchać godzinami.
Skończyliśmy kurs dla pilotów wycieczek po Polsce.
Zwieńczeniem tego roku był udział w kursie specjalizacyjnym dla pilotów wycieczek po Polsce. Kurs dał nam ogrom wiedzy i kolejne szalone pomysły jak te wiedzę wykorzystać w praktyce.
Coś się jednak nie udało.
Nie udał się nam tylko jeden wyjazd. Wyjazd podczas którego mieliśmy pożegnać stary i powitać Nowy Rok. Ze względu na wprowadzoną kwarantanne i moją pracę nie wylecieliśmy do Turcji. Jest nam trochę przykro, ponieważ mimo wielu cudownych wycieczek tęsknimy za całkowitą zmianą otoczenia. Miały być palmy, morze i pierwszy w życiu sylwester na innym kontynencie. Nie wyszło. Było sporo nerwów, łzy i to niefajne uczucie rozczarowania. Wyciągamy jednak wnioski, jesteśmy bogatsi o kolejne doświadczenia, a ja utwierdziłam się w pewnych przemyśleniach i decyzjach, które być może znowu wywrócą mi życie do góry nogami 😉
Fantastycznie było Was poznać! Mam nadzieję, że wiele wspólnych wędrówek przed nami 🙂
Mieliście pięknie aktywny rok! Tak trzymać 🙂
My tak samo! Wędrowanie w takim towarzystwie jest wspaniałą przygodą 🙂